Janosik wraca do Bielska-Białej w krzywym zwierciadle współczesności

3 min czytania
Janosik wraca do Bielska-Białej w krzywym zwierciadle współczesności

Na scenie Teatru Polskiego dawna legenda nie wygląda jak z pocztówki z Tatr. Janosik został wrzucony w dziś – z polityką, popkulturą i pytaniem, czy sprawiedliwość społeczna da się jeszcze opowiadać bez ironii. Prapremiera Janosika. Nowej historii przyniesie nie tylko świeże spojrzenie na zbójnika, ale też finał jubileuszowego sezonu 135-lecia teatru. Twórcy od początku szli nie za mit, lecz za jego rozbiciem na części pierwsze.

  • Spotkanie, które uruchomiło nową opowieść o zbójniku
  • Serialowa pamięć została tu, ale przefiltrowana przez teatr i ironię
  • Ruch, muzyka i góralski rytm musiały zagrać razem

Spotkanie, które uruchomiło nową opowieść o zbójniku

Nowa wersja historii Janosika nie zaczęła się od gotowego pomysłu, lecz od spotkania. Reżyser Rafał Szumski przyznał, że postać ludowego herosa długo chodziła mu po głowie, ale dopiero rozmowa z Ziemowitem Szczerkiem nadała temu konkretny kształt. Wtedy pojawiło się pytanie nie o to, jak powtórzyć znaną legendę, lecz jak przełożyć ją na język współczesności.

“Janosik chodził mi po głowie przez dłuższy czas”

Szumski mówił, że nie wiedział, jak zmierzyć się z tak mocno osadzonym w zbiorowej pamięci bohaterem. Szczerek dopowiedział do tego własną perspektywę – Janosik stał się dla niego opowieścią o sprawiedliwości społecznej, o dawnym krzyku o równość, który dziś brzmi już inaczej, ale wciąż nie traci ostrości.

“To taka forma krzyku i wołania o tę sprawiedliwość”

W tej wersji zbójnik trafia do współczesnego świata, gdzie działa w grupie zaufanych ludzi i staje naprzeciw skorumpowanej burmistrzowej oraz wpływowego polsko-amerykańskiego reżysera filmowego. W tym układzie najważniejszą rolę ma jednak Maryna – to ona, jak zaznaczył autor tekstu, wprowadza Janosika w dzisiejsze rozumienie społecznej odpowiedzialności i mocno przesuwa ciężar całej historii.

Serialowa pamięć została tu, ale przefiltrowana przez teatr i ironię

Twórcy nie ukrywają, że w spektaklu pobrzmiewa echo serialu Jerzego Passendorfa z 1973 roku. To jednak nie jest prosta gra nostalgią. W Nowej historii znana muzyka, ludowe motywy i rozpoznawalne skojarzenia zostały wciągnięte w teatralny nawias, który pozwala raz wejść w ton przygodowy, a raz odbić w stronę komedii albo sensacji.

“Nie wybudujemy Tatr w teatrze, więc trzeba znaleźć ich ekwiwalent”

Scenografia, światła i multimedia Marcina Chlandy budują przestrzeń, która świadomie nie udaje górskiego pejzażu. Zamiast kopiować rzeczywistość, spektakl szuka jej skrótu, cytatu i przerysowania. Do tego dochodzi muzyka, za którą odpowiada Marcin Nagnajewicz. Wykorzystał on motywy Jerzego Matuszkiewicza, ale przepisał je na współczesny język, a ludowe pieśni dostały nowe brzmienie.

Kostiumy Adriana Lewandowskiego też mówią o tym przesunięciu bez zbędnych deklaracji. Parzenica zostaje jako znak rozpoznawczy, ale Janosik nosi krótkie spodenki i sportowe buty, a Maryna pojawia się w długich spodniach i welurowej bluzie dresowej. To połączenie tradycji z komiksowym przymrużeniem oka od razu ustawia odbiór całego przedstawienia.

Ruch, muzyka i góralski rytm musiały zagrać razem

Nie mniejszym wyzwaniem okazała się choreografia. Aleksander Kopański zwracał uwagę, że góralski taniec wcale nie daje się łatwo oswoić – jego tempo jest nieregularne, przez co wymaga dużej precyzji i zupełnie innego myślenia o scenicznej energii. Trzeba było jeszcze połączyć ten ruch z innymi konwencjami obecnymi w spektaklu, tak by całość nie rozpadła się na osobne fragmenty.

Właśnie ta różnorodność ma być najmocniejszym znakiem Janosika. Nowej historii. Z jednej strony klasyczny mit o bohaterze, który zabiera bogatym, a daje biednym. Z drugiej – współczesne realia, ironia, komiks, filmowe cytaty i muzyka, którą większość widzów rozpozna już po pierwszych taktach. W roli tytułowej występuje Mateusz Wojtasiński, a obok niego na scenie pojawiają się między innymi Wiktoria Węgrzyn–Lichosyt jako Maryna i Sławomir Miska jako Picoł.

Dla widzów to nie tylko kolejna premiera repertuarowa, ale też ostatni akcent jubileuszowego sezonu Teatru Polskiego. Bilety są jeszcze dostępne, również na spektakl w Poniedziałek Wielkanocny, więc jeśli ktoś chce zobaczyć, jak wygląda Janosik przepuszczony przez filtr współczesnego miasta, teatru i popkultury – ma jeszcze taką szansę.

na podstawie: UM Bielsko-Biała.

Autor: krystian