W kamienickim kościele spod warstw farby wyszła secesyjna polichromia

W kamienickim kościele spod warstw farby wyszła secesyjna polichromia

FOT. Urząd Miejski w Bielsku-Białej

Podczas remontu kościoła św. Małgorzaty w bielskiej Kamienicy spod późniejszych przemalowań wyłonił się fragment dawnej dekoracji, który zmienił sposób patrzenia na całe wnętrze. To nie jest drobny ślad po dawnych pracach, ale czytelny dowód, że świątynia zachowała więcej historycznej substancji, niż mogło się wydawać. Odkrycia dokonała konserwatorka dzieł sztuki Daria Pilch, a teraz przed specjalistami stoi zadanie zabezpieczenia i odczytania tego, co ocalało pod warstwami nowszych ingerencji.

  • Odkrywka pod ołtarzem pokazała, że dekoracja przetrwała
  • Zaskakująca technologia pod tynkiem
  • Polichromia sprzed ponad wieku wraca jako świadek historii świątyni
  • Kościół w Kamienicy ma dłuższą opowieść niż sam ornament

Odkrywka pod ołtarzem pokazała, że dekoracja przetrwała

Prace prowadzone w kamienickim kościele nie ograniczają się do zwykłego odświeżenia ścian. Ich celem jest przywrócenie historycznego wnętrza i wykonanie nowych malatur, zgodnych z dawnym wyglądem świątyni, który można dziś odtwarzać także dzięki archiwalnym fotografiom. To właśnie one zwróciły uwagę konserwatorów na bogate, ornamentalne zdobienia dawnych ścian i sklepień.

Miejski Konserwator Zabytków zalecił najpierw analizę źródeł ikonograficznych, a potem wykonanie odkrywek stratygraficznych. Chodziło o sprawdzenie, czy pod nowszymi warstwami farby zachowały się ślady wcześniejszych polichromii. Odpowiedź okazała się jasna.

„Prace badawcze wykonane w kwietniu i maju br. potwierdziły, że dawne dekoracje malarskie zostały zachowane” – poinformował miejski konserwator zabytków Jacek Konieczny.

Najbardziej wyraźny fragment odsłonił się podczas usuwania kamiennej okładziny za ołtarzem. Potem sondażowe badania na ścianach bocznych i w sklepieniu prezbiterium potwierdziły, że dekoracja nie była ograniczona do jednego miejsca. Zachowała się szerzej, choć miejscami została nadpisana i naruszona późniejszymi pracami budowlanymi.

Zaskakująca technologia pod tynkiem

Sama polichromia nie jest jedynym powodem, dla którego odkrycie zwraca uwagę. Daria Pilch zwróciła uwagę na technikę wykonania podłoża, która w świątyni na początku XX wieku musiała być rozwiązaniem nowatorskim.

„Na warstwie ceglanego wątku zastosowano izolację bitumiczną o charakterystycznej ryflowanej, pofalowanej strukturze” – opisała konserwatorka.

Ta konstrukcja miała pomagać w wentylacji muru i odprowadzaniu wilgoci, zwłaszcza tam, gdzie do prezbiterium przedostawała się woda opadowa. Izolację mocowano kotwami oraz stalowymi elementami, a na tak przygotowanej podstawie położono tynk wapienno–piaskowy. Dopiero na nim powstała dekoracja o układzie raportowo–dywanowym.

W konserwatorskim języku brzmi to sucho, ale dla historyków sztuki to cenna wiadomość. W jednym miejscu widać bowiem nie tylko obraz, lecz także sposób myślenia dawnych wykonawców o trwałości ściany, wilgoci i estetyce wnętrza. To łączy funkcję z dekoracją i pokazuje, że kościelne wnętrza z początku XX wieku były znacznie bardziej techniczne, niż zwykle się o nich myśli.

Polichromia sprzed ponad wieku wraca jako świadek historii świątyni

Według wstępnych ustaleń dekorację można datować na 1914 rok i wiązać z Ferdynandem Kolingiem z Nowego Iczyna. Później, w 1927 roku, podczas przebudowy przejść do zakrystii w prezbiterium, doszło do przemurowań, a całość została przemalowana. Układ kompozycyjny przetrwał, choć styl został częściowo dostosowany do późniejszych zmian.

To ważne, bo odkryte malowidła należą do rzadziej spotykanych przykładów prowincjonalnej dekoracji sakralnej z początku XX wieku. Łączą neogotycką dyscyplinę z secesyjną lekkością ornamentu. Nie są tylko ozdobą. Stanowią zapis gustu, techniki i ambicji dawnych fundatorów oraz wykonawców.

„Odkrycie stanowi istotny wkład w poznanie historii świątyni oraz technik dekoracyjnych stosowanych w architekturze sakralnej początku XX wieku” – zaznaczyła Daria Pilch.

Stan zachowania polichromii pozwala dziś odczytać jej kompozycję, choć nie obyło się bez strat. Uszkodzenia mechaniczne związane z późniejszymi robotami są widoczne, a przed konserwatorami nadal stoją prace przy uzupełnieniu warstwy malarskiej i rekonstrukcji ubytków. To etap żmudny, ale właśnie od niego zależy, czy wnętrze odzyska dawny rytm.

Kościół w Kamienicy ma dłuższą opowieść niż sam ornament

Odkrycie nabiera jeszcze większego znaczenia, gdy spojrzeć na samą świątynię. Kościół rzymskokatolicki św. Małgorzaty w Kamienicy powstał w latach 1897–1898 jako wotum związane z 50. rocznicą panowania cesarza Franciszka Józefa I. Budowę szacowano na 60 tysięcy guldenów, a środki zbierano dzięki darczyńcom i loterii fantowej. Według przekazów papież Leon XIII przekazał 400 guldenów.

Nowa ceglana, neogotycka budowla zastąpiła starszy drewniany kościół z 1547 roku. Tamten stał jeszcze do końca XIX wieku w dolnej części obecnego cmentarza, a potem został rozebrany. Historia miejsca sięga jednak jeszcze dalej, bo za pierwszych osadników w Kamienicy uważa się Czechów, których obecność tłumaczyła też wcześniejsze określanie wsi jako gminy braci czeskich.

W tej opowieści ważny jest nawet detal witraży. Jeden przedstawiał Leona XIII, drugi Franciszka Józefa I. Po odzyskaniu niepodległości cesarski wizerunek zakryto, a w 1934 roku zastąpiła go postać Chrystusa Króla. Tego typu zmiany dobrze pokazują, że świątynia nie jest muzeum zamrożonym w czasie, lecz miejscem, na którego wnętrzu odciskały się kolejne epoki. Teraz do tej historii dochodzi jeszcze jeden warstwowy rozdział – odkryta spod farby dekoracja malarska, która po latach wraca do widoku i do miejskiej pamięci.

na podstawie: Urząd Miejski w Bielsku-Białej.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miejski w Bielsku-Białej). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.