Szybowce wracają do rozmowy o dziedzictwie, które znika z pamięci

Szybowce wracają do rozmowy o dziedzictwie, które znika z pamięci

W sali fundacji przy jednym stole spotkali się ludzie z bardzo różnych środowisk – nauki, przemysłu i sztuki. W centrum rozmowy nie stanęła jednak nowa inwestycja, lecz pamięć o szybowcach, które przez lata budowały rozpoznawalność Bielska–Białej. To właśnie z nich wyrastała część lotniczego zaplecza regionu, choć dziś ten rozdział historii coraz częściej wymaga przypomnienia. Spotkanie miało odpowiedzieć na pytanie, jak ocalić dziedzictwo, które łatwo znika z codziennej rozmowy.

  • W siedzibie fundacji zaczęto od rzeczy, które łatwo tracą miejsce w pamięci
  • Kultura dziedziczenia stała się osią rozmowy o przemysłowym dorobku
  • Przy jednym stole usiedli ludzie, którzy znają ten temat z różnych stron

W siedzibie fundacji zaczęto od rzeczy, które łatwo tracą miejsce w pamięci

15 kwietnia w Fundacji Ludzie–Innowacje–Design rozmawiano nie tylko o szybowcach jako konstrukcjach, ale przede wszystkim o tym, co po nich zostało: dokumentach, artefaktach, opowieściach i ludziach, którzy przez lata budowali lotniczą tożsamość miasta. Inicjatorzy spotkania pod hasłem „90 lat projektowania i budowania szybowców w Bielsku–Białej” chcieli ustalić, jak tę historię nie tylko zachować, ale też pokazać szerzej niż dotąd.

Jacek Graś przypominał, że Projekt Arting działa od lat i już wcześniej próbował chronić ważne dla miasta ikony wzornictwa – od szybowców, przez samochody, po meble i bielską wełnę. Tym razem centrum uwagi przesunęło się na lotnictwo, bo właśnie ten wątek, jak zaznaczał, najszybciej ucieka z pamięci.

„Pamięć o niej szybko ucieka” – mówił Jacek Graś.

Jak wyjaśniał, fundacja chciałaby przystosować swoją siedzibę do roli społecznego muzeum, w którym można byłoby gromadzić materiały dotyczące lotnictwa. To ważne, bo już dziś znajduje się tam pokaźna kolekcja związana z przemysłem szybowcowym. Bez uporządkowanej opowieści takie zbiory łatwo zamieniają się w ciekawostki dla wtajemniczonych, zamiast tworzyć czytelny obraz miejsca, z którego Bielsko–Biała była kiedyś znana na świecie.

Kultura dziedziczenia stała się osią rozmowy o przemysłowym dorobku

Spotkanie wpisano w wieloletni program Projekt Arting wzornictwo dziedzictwo, będący częścią programu Polskiej Stolicy Kultury 2026. Graś odwołał się przy tym do myśli Tomasza Manna, przywoływanej wcześniej przez prof. Ewę Chojecką w kontekście starań Bielska–Białej o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2029.

„Kultura to umiejętność dziedziczenia” – przypomniano podczas rozmowy.

To zdanie dobrze oddawało sens całego przedsięwzięcia. Nie chodziło wyłącznie o sentyment do dawnych konstrukcji, ale o coś bardziej konkretnego – o przekazanie dalej wiedzy o mieście, które przez lata rozwijało się także dzięki przemysłowi lotniczemu. Dzisiaj liczba produkowanych na świecie szybowców jest znacznie mniejsza niż kiedyś, a ich miejsce częściowo zajęły inne formy latania. Zmienił się rynek, zmieniły się potrzeby, ale nie zniknęło znaczenie tego, co bielskie zakłady stworzyły przez dekady.

„Zakłady produkujące szybowce były kuźnią talentów” – podkreślał Zbigniew Michniowski.

Były prezydent Bielska–Białej zwracał uwagę, że właśnie tam kształcili się fachowcy, którzy później współtworzyli przemysł lotniczy w regionie. W jego wypowiedzi wybrzmiewała też prosta myśl: jeśli miasto ma mówić o sobie uczciwie, powinno pamiętać nie tylko o najbardziej rozpoznawalnych symbolach, lecz także o tych, które budowały jego techniczną klasę.

Przy jednym stole usiedli ludzie, którzy znają ten temat z różnych stron

W rozmowie wzięli udział przedstawiciele uczelni, przemysłu, instytucji kultury i środowiska lotniczego. Obecni byli m.in. rektor Uniwersytetu Bielsko–Bialskiego Jacek Nowakowski, inżynier Tomasz Gancarczyk i historyk Maciej Bujakowski z UBB, konstruktor Edward Margański, wiceprezes Śląskiego Klastra Lotniczego Jarosław Bulanda, Anna Zgierska z Wydziału Kultury i Promocji Urzędu Miejskiego, Mateusz Bielesz ze Starej Fabryki w Muzeum Historycznym w Bielsku–Białej, Tomasz Kawa oraz dyrektor Zespołu Szkół Technicznych i Handlowych Andrzej Stokłosa.

Taki skład nie był przypadkowy. Obok historii pojawiły się tu edukacja, projektowanie, przemysł i pamięć muzealna – cztery perspektywy, bez których trudno mówić o przyszłości szybowcowego dziedzictwa. Dyskusja pozwoliła zebrać różne spojrzenia, od naukowego po gospodarczy, i pokazała, że temat nie zamyka się w archiwum, ale zahacza o to, jak miasto opowiada o własnych korzeniach.

Ireneusz Żołnierczyk, były szybownik, konstruktor i lotniczy bibliofil, przypomniał z kolei o zbliżających się rocznicach: 90-leciu otwarcia lotniska w Aleksandrowicach oraz 80-leciu projektowania szybowców w Bielsku–Białej.

„Chodzi o to, żeby Bielsko–Biała była postrzegana nie tylko jako kraina Bolka i Lolka i Małego Fiata” – mówił.

To właśnie w tym punkcie spotkały się emocje pasjonatów, wiedza specjalistów i potrzeba instytucjonalnego wsparcia. Jeśli z tych rozmów wyrośnie stałe miejsce pamięci, archiwum albo muzealna narracja, lotnicza historia miasta przestanie być jedynie rozproszonym wspomnieniem. Zyska formę, adres i szansę, by trafić także do tych, którzy dotąd mijali ją obojętnie.

na podstawie: Urząd Miejski w Bielsku-Białej.