Jak bielski teatr zmieniał sylwestra - od bali fabrykantów po zabawne wodewile

W Bielsko-Białej sylwestrowe noce nieraz wyglądały inaczej niż dziś – od eleganckich bali po teatralne spektakle, które potrafiły rozbawić i zaskoczyć publiczność. Sala kinowo‑teatralna była miejscem, gdzie łączono widowisko z zabawą, a wydarzenia końca XIX i początku XX wieku zostawiły w pamięci zarówno śmiech, jak i lekcję umiaru. Opowieść o teatralnych sylwestrach pokazuje, że historia miasta bywała wystawiona na scenie, z humorem i społeczną refleksją.
- Tradycja, która zaczęła się od dyrektora Arlta i trwała dekady
- Bielsko-Biała pamięta Sióstr Barrison i wieczory z humorem
- Kiedy sylwestrowa zabawa kończyła się aresztem
Tradycja, która zaczęła się od dyrektora Arlta i trwała dekady
Pierwsze sylwestrowe przyjęcie w miejskim teatrze zorganizowano za dyrekcji Ferdynanda Arlta - to wydarzenie zapisało się jako początek długiej tradycji. Teatr przez lata utrzymywał zwyczaj łączenia przedstawienia ze wspólną zabawą; ta praktyka ma w mieście historyczne korzenie sięgające ponad sto lat. W jednym z najbardziej pamiętnych wieczorów przełomu wieków bal fabrykantów odbył się pod patronatem burmistrza Karola Steffana, a dochód z imprezy przeznaczono na zasiłki emerytalne i pomoc dla bezrobotnych - gest, który łączył rozrywkę z odpowiedzialnością społeczną. Na takim balu bawiło się nawet 900 osób, a wieczór uświetnił wodewil w wykonaniu grupy występującej jako Die Schwestern Barisson.
“Czym mamy podnieść sukienki i pokazać wam nasze kotki?”
To prowokacyjne pytanie padło podczas finału przedstawienia i zamiast skandalu wywołało salwy śmiechu, gdy aktorki faktycznie wyjęły z fartuszków małe kotki – anegdota, która dobrze oddaje ducha tamtych pokazów: śmiałość przeplatała się z zabawną nieoczywistością.
Bielsko-Biała pamięta Sióstr Barrison i wieczory z humorem
W wersji bielskiej wodewilu wystąpiły panie o nazwiskach Brand, Kursa, Petrowits i Schwarz, a sam spektakl miał korzenie duńsko‑niemieckie i był rodziną produkcją znaną poza miastem. Publiczność reagowała żywo - wodewil łączył muzykę, taniec i elementy prowokacji scenicznnej, ale i lekkiego absurdalnego humoru. Historyczne relacje pokazują, że teatr potrafił być miejscem zarówno eleganckiej zabawy, jak i swoistego kabaretu obyczajowego, co dziś daje ciekawy kontrast z nowoczesnymi sylwestrowymi imprezami pod otwartym niebem.
Kiedy sylwestrowa zabawa kończyła się aresztem
Nie zawsze jednak nocne hulanki kończyły się dobrze. Pismo Ślązak opisało przypadek R. Laskiego z Bielska, który po jednym z bali w 1911 roku wracał do domu z takim zapałem, że interweniowała policja. Gazeta relacjonowała, że
“Przy aresztowaniu opierał się tak, że musiało być zawezwanych więcej policyantów”
W rezultacie mężczyzna spędził w areszcie ponad trzydzieści dni, a sąd ukarał go wysoką grzywną — przykład, że konsekwencje sylwestrowej „radości” potrafiły być dotkliwe.
Publicystyczne drobne relacje i anegdoty z dawnych lat składają się na barwny obraz miejskiej zabawy – od filantropijnych bali po sceniczne zaskoczenia i nie zawsze chwalebne powroty do domu.
Mimo różnic epokowych widać niezmienną rolę teatru jako miejsca, gdzie świętowanie łączyło się ze sztuką i żywą reakcją publiczności. Dla współczesnych mieszkańców to przypomnienie dwóch rzeczy: że kultura potrafi zaskakiwać, a plany sylwestrowe warto robić z wyprzedzeniem, bo miejsc w salach bywało i bywa niewiele — a także że umiar to nie tylko dobra rada, ale i praktyczna ochrona przed przykrymi konsekwencjami.
na podstawie: UM Bielsko-Biała.
Autor: krystian

