Fermenty po raz pierwszy w Teatrze Polskim. W tle masoneria i filmowy żart

Fermenty po raz pierwszy w Teatrze Polskim. W tle masoneria i filmowy żart

W Teatrze Polskim w Bielsku-Białej tego wieczoru nie było miejsca na stateczną ciszę. Fermenty po raz pierwszy weszły na scenę z 135-letnią tradycją i od razu zamieniły ją w przestrzeń kabaretowego rozgardiaszu, lokalnych anegdot oraz filmowych wygłupów. Publiczność dostała nie tylko żart, ale też kawał historii miasta podany lekko, bez zadęcia. A to dopiero fragment programu, który łączy scenę, pamięć i bardzo bielski humor.

  • Festiwal, który z małej inicjatywy urósł do dużej sceny
  • Złoty Ferment dla ludzi, którzy od lat opowiadają miasto po swojemu
  • Filmowe scenki wciągnęły miasto do kabaretu

Festiwal, który z małej inicjatywy urósł do dużej sceny

Z dzisiejszej perspektywy łatwo zapomnieć, że Fermenty zaczynały się skromnie, jeszcze jako Starobielskie Spotkania Kabaretowe. Adam Ruśniak przypomniał ze sceny, że kiedy w 1999 roku ruszała pierwsza edycja, nikt nie zakładał takiego rozmachu. Dziś festiwal jest już stałym punktem miejskiego kalendarza, a jego siłą pozostaje nie tylko publiczność, lecz także prywatni sponsorzy i bliska więź ludzi, którzy go współtworzą.

„Po 25 latach nasza impreza stała się jednym z największych festiwali kabaretowych w kraju” – mówił Adam Ruśniak.

Piotr „Pepe” Szczutowski dopowiadał, że to, co połączyło dawnych przyjaciół na początku tej drogi, wciąż trzyma ich razem. W jego słowach pobrzmiewało coś więcej niż wspomnienie – raczej świadomość, że z niewielkiej, lokalnej inicjatywy wyrósł festiwal z własnym charakterem i wierną publicznością. To właśnie dlatego Fermenty tak dobrze wpisały się w rok, w którym Bielsko-Biała żyje statusem Polskiej Stolicy Kultury.

Prezydent Jarosław Klimaszewski wszedł na scenę również w żółtym stroju, a całość skwitował żartem, że „tu jest trochę za wesoło”. Po chwili dodał jednak już całkiem serio, że festiwal stał się częścią miejskiej historii i trudno sobie wyobrazić, by miało go zabraknąć. W tym roku organizatorzy uznali, że nadszedł moment szczególny – Teatr Polski przyjął Fermenty jako pełnoprawny gospodarz otwarcia, a za tydzień ma zamknąć je finałem Bielskiej Sceny Kabaretowej.

Zapowiedziany na 27 kwietnia wieczór ma mieć wyjątkową oprawę. Wtedy w Teatrze Polskim świętowane będą trzy jubileusze Piotra Skuchy – 20 lat Bielskiej Sceny Kabaretowej na deskach teatru, 50 lat pracy twórczej i 70. urodziny. Na scenie mają pojawić się także kabaretowi przyjaciele artysty.

Złoty Ferment dla ludzi, którzy od lat opowiadają miasto po swojemu

Zanim scena oddana została w ręce Jacka Proszyka i Jacka Kachla, festiwalowa kapituła uhonorowała ich Złotymi Fermentami. To wyróżnienie trafia do osób szczególnie zasłużonych dla festiwalu, a w tym przypadku było także ukłonem w stronę pracy nad historią Bielska i Białej. Nie w muzealnym, sztywnym wydaniu, tylko w formie żywej, przewrotnej i przystępnej.

W tle całego otwarcia była rozmowa z Dorotą Wiewiórą z Gminy Wyznaniowej Żydowskiej, która zachęciła organizatorów, by w roku Polskiej Stolicy Kultury sięgnąć po historyczne wątki miasta. Efektem stał się powrót do lubianej Fabryki Sensacji Proszyk & Kachel. Na scenie historycy odebrali statuetki, a do nich dorzucono jeszcze fermentówkę ze starobielskich cytryn – detal równie absurdalny, co pasujący do klimatu wieczoru.

„Tego nie da się odzobaczyć” – uprzedzali z przymrużeniem oka, zapowiadając swój program.

Ich opowieść prowadziła publiczność przez świat Schlaraffii, czyli paramasońskiego stowarzyszenia, które zamiast powagi wybierało zabawę, humor i sztukę. To ruch, który narodził się w Pradze, korzystał z rytuałów i symboli przypominających masonerię, ale służył przede wszystkim wspólnemu śmiechowi i oddechowi od codzienności. W Bielsku działała Schlaraffia Bilitia, spotykająca się kiedyś w Hotelu Pod Czarnym Orłem, a jej członkowie mieli nawet własny język zawołań. „Lulu” oznaczało zwykłe zadowolenie, „Ululu” – jeszcze większe, i właśnie te okrzyki często wracały w reakcji rozbawionej widowni.

Nie zabrakło też opowieści o puchaczu, czyli symbolu Schlaraffii, ani o tym, że stowarzyszenie miało także cichy, społeczny wymiar. Według przytoczonych historii część pieniędzy wydawanych podczas spotkań trafiała potem do potrzebujących mieszkańców obu miast rozdzielonych Białą. Z jednej strony żart, z drugiej – gest, który mówił o dawnych bielszczanach więcej niż niejeden poważny referat.

Filmowe scenki wciągnęły miasto do kabaretu

Fabryka Sensacji nie poprzestała na historii Schlaraffii. Proszyk i Kachel splatali ją z filmowymi żartami o dawnym i współczesnym Bielsku, a na scenie pojawiały się krótkie, celowo przesadzone scenki udające stare kroniki. W jednej z nich zrekonstruowano bielską wersję słynnego filmu braci Lumière „Wyjście robotników z fabryki”. Tyle że robotników zagrali prezydent Jarosław Klimaszewski, jego zastępcy Przemysław Kamiński i Igor Kliś, sekretarz miasta Michał Kłusak oraz skarbnik Dominik Pawiński. Adam Ruśniak wcielił się w policmajstra, a w całej zabawie pojawiła się także była radna Małgorzata Zarębska.

Nie zabrakło też scenek bardziej surrealistycznych – z podróżą w kosmos i spotkaniem z obcymi, a także z ogrodowym epizodem z udziałem Jerzego Handzlika z Radia Bielsko i satyryka Juliusza Wątroby, który później został przyjęty do Schlaraffii Bilitii jako marszałek. Publiczność oglądała to jak serię miniatur, które śmiały się z lokalnej codzienności, ale jednocześnie pokazywały, jak dużo w tej codzienności jest materiału na scenę.

Sporo emocji wzbudziła również opowieść o dawnej filmowej prowokacji z udziałem mężczyzn, którzy pod nieobecność żony jednego z nich nagrali na taśmie scenki z przypadkowymi damami. Kiedy film trafił później na kinderbal, wywołał konsternację i oburzenie, bo panie rozpoznały w aktorach własnych mężów. W „fabrycznej” wersji tej historii wystąpili między innymi radne Rady Miejskiej Bielska-Białej, przedstawicielka zarządu województwa, dyrektorka Regionalnego Ośrodka Kultury, osoby związane z Befaszczotem i Teatrem Polskim. W rolach winowajców pojawili się Proszyk i Kachel, a całość nagrodzono scenicznymi Oscarami.

Program Fermentów ma jednak także drugi, bardziej smakowity wymiar. W Punkcie 11 przygotowano warsztaty kulinarne o fermentacji chleba, prowadzone przez Maksymiliana Smółkę. Uczestnicy mają tam usłyszeć, dlaczego ciasto potrzebuje czasu, co daje słód chlebowy i piwo, a potem spróbować własnoręcznie upieczonego pieczywa.

  • warsztaty kulinarne o fermentacji chleba
  • prowadzący: Maksymilian Smółka
  • godzina: 17.00
  • miejsce: Punkt 11
  • organizacja we współpracy z Zespołem Szkół Gastronomicznych

Tak domyka się festiwalowa układanka – od żartu przez historię aż po chleb, który, jak wynika z programu, naprawdę musi swoje odczekać.

na podstawie: UM Bielsko-Biała.